Winniczku, muzo
Biegnąc, zauważam na drodze skrzące się w słońcu ślimacze domki. Przez wybetonowaną za unijne pieniądze ścieżkę rowerową w średnim polskim mieście próbują przeprawić się jesienne ślimaki.

Z jednej strony – na drugą, najcześciej w stronę rzeki. Bięgnę i cieszy mnie ich widok, bo jak tu się nie radować na takie piękne okazy, kiedy upocony człowiek z przebojami radiowymi na uszach biegnie, mruży oczy, bo po twarzy leje się pot, a tu taki ślimak sobie idzie, pełznie.
Nagle nachodzi cię jednak myśl, że ten ślimak nawet nie ma pojęcia, jakie zagrożenia na niego czyhają. Rowerzyści, spacerowicze, pośpiesznie idący do pracy, wędkarze w czapkach z daszkiem, babcie z zakupami, starsi panowie na starszych rowerach. No i biegacze właśnie. Więc może by takiego ślimaka przełożyć? Przetransportować na drugi brzeg tej autostrady? A wtedy nachodzą wspomnienia: z Sebastianem na spacerze nad Narwią przenosimy wszystkie ślimaki z drogi, starając się zachować współrzędne, do których rzeczony ślimak zdawał się zmierzać. Jesteśmy z siebie tacy dumni, ratujemy życie, choćby to najmniejsze. Bo przecież jest bezcenne, to życie. No właśnie. Jest? Odwieczne pytanie: dlaczego coś raczej niż nic. Dlaczego bycie lepsze ma być od niebycia? Tymi pytaniami zajmowali się Parmenides, Leibniz i chyba większość z nas w wolnych chwilach. Dlaczego wartość życia ma być bezcenna, jak chcą popularyzatorzy praw człowieka? Czy wynika to ze świeckiego poczucia metafizycznej pustki, zgodnie z którą każdy ma tylko życie doczesne do rozdysponowania, bo po drugiej stronie nie ma nic? Życie człowieka ma być święte. Czy jest wciąż święte, gdy człowiek nie ma świadomości, bo rodzi się bez mózgu? Czy rzeczywiście, jak chce Peter Singer, ludzkie życie ulega zmianie jakości i nie każda z nich warta jest przeżycia?
Mam nadzieję, że ślimakowi, mojej inspiracji, udało się przebrnąć na drugą stronę. Trzymałam za niego kciuki, bo postanowiłam nie ingerować. Niech przyroda sama się o siebie zatroszczy. Inna sprawa, że wpadłam w taki rytm, że wolałam się nie zatrzymywać, wtedy na pewno poczułabym ból nóg, który tak skutecznie usuwałam w podświadomość.