Archive for August, 2009

Finezyjne muffiny vel. BIO-ESSEN

August 22, 2009

DSCF4228

Udało się! Po długich rozważaniach zaryzykowałam: moje pierwsze w życiu własnoręcznie upieczone muffiny. Rezultat – zadowalający. I to nie tylko w wymiarze estetycznym. Co bardzo istotne, są to muffiny przyrządzone prawie (choć niby prawie robi różnicę…) ze zdrowych składników, a konkretnie: na bazie otrębów i mąki razowej. Zamiast tradycyjnego tłuszczu – oliwa, a połowa cukru zastąpiona miodem. Nie mogło się też obyć bez czegoś grubszego na ząb, co będzie nam przyjemnie urozmaicać konsumpcję wrażeniami smakowymi i ciekawymi fakturami – dodałam rodzynki i siekane migdały. Z uwagi na mój pobyt zagranicą nie zakupiłam specjalnej formy na muffiny, co, jak wyczytałam, jest jedynym sposobem na zapewnienie muffinom ich charakterystycznego kształtu – babeczki z czapą (to moje, jak można się domyślić, mało pewnie profesjonalne określenie). Przeczytałam też na pewnym niemieckim forum, że najlepsze są formy silikonowe, których nie trzeba natłuszczać – sprawdzę to po powrocie do Polski! No i właśnie, nie mam formy, więc kupiłam jedynie papierowe foremki, w żargonie kulinarnym zwane (jak się dziś dowiedziałam) papilotkami. Muffinki wyszły nieco spłaszczone i rozlazłe, ale nie jest źle.
Czas przejść do rzeczy – podaję składniki:
 Szklanka mleka
 1/3 szklanki oliwy
 Dwa jaja
 Cukier waniliowy
 ¾ szklanki miodu lub cukru
 Duża garść rodzynek
 Migdały
 2 szklanki otrąb pszennych
 Szklanka mąki razowej
 2 łyżeczki proszku do pieczenia
 Szczypta soli

Suche składniki wymieszać w jednej misie, mokre zaś w drugiej (w razie wątpliwości wyjaśniam, że zaliczamy do nich jaja, oliwę i mleko). Obie masy połączyć i nakładać do papilotek za pomocą łyżki. Piec dobre 20 minut w nagrzanym do 200ºC piekarniku.
A potem.. jako że to już wieczór, ładnie odkładamy muffiny w bezpieczne (sic!) miejsce i kładziemy się spać. A rano jak cudownie będzie się wstawało na myśl o muffinowym śniadaniu. Nie ma to jak pożywny posiłek przed wycieczką rowerową! No, może ta kawa z ciepłym mlekiem średnio zdrowa, ale za to jaka pyszna! DSCF4230I nie mogłabym zapomnieć dodać, kto mnie zainspirował, a raczej czyj przepis i smakowite zdjęcia. Otóż chodzi o niejaką Panią Arabeskę: http://arabeskawaniliowa.blogspot.com/2009/04/muffiny-z-otrebami-i-rodzynkami-raisin.html  - której niniejszym dziękuję za propagowanie pieczenia muffinów!

owsiane fantazje

August 21, 2009

Owsiane fantazje

DSCF4215

Podobno ciąglę mówię o jedzeniu. Nie jest to do końca prawda, przecież się powstrzymuję! Prawdą jest natomiast, że prawie cały czas o nim myślę. Pewnie jest to jakiś rodzaj uzależnienia i mimo że jestem od dwóch miesięcy na diecie, i to z całkiem nienajgorszymi rezultatami, kulinarne fantazje to coś, czego odmówić sobie nie mogę. Przecież dopóki ich wszystkich nie próbuję realizować, chyba nie dzieje się nikomu żadna krzywda. Mnie na pewno – a jakie to przyjemne!

Dziś czas na owsiane ciastka. Jeden z najprostszych przepisów, twórczym umysłom zapewniajacy nieograniczone pole do działania – można je urozmaicać wszelkimi dodatkami, wypróbowywać nowe połączenia, aromaty, proporcje. A przy tym, choć zdecydowanie nie są to niegroźne ciastka, bo jednak ciastka i mają pewnie masę kalorii, jeśli robię je sama – wiem przynajmniej, co w nich jest. A to bardzo pocieszająca myśl, biorąc pod uwagę, że jestem takim troszkę jedzenio-freakiem. I nie chcę jeść byle czego. I nie będę. I stąd te ciacha!

No to od początku. Do ciastek potrzebne nam będą:

· Płatki owsiane (3 szklanki)

· Mąka razowa (niepełna szklanka)

· Cukier (ech, lepszy miód, na następny raz będzie miód! Ok. pół szklanki)

· Margaryna (tłuszcz roślinny, a na następny raz może oliwa? ¾ kostki)

· Proszek do pieczenia (symbolicznie, 1 łyżeczka)

· Odrobina soli

· Cynamon (albo kakao, co kto woli)

· Cukier waniliowy (lub jakiś aromat, choć oczywiście nie jest to konieczne)

· Bakalie! Różne, ulubione! (orzeszki, kokos, suszone plasterki bananów, rodzynki, suszone morele, śliwki, migdały… och dużo tego dobra można dodać, ja uwielbiam pestki słonecznika z rodzynkami)

· Jajo

· Odrobina mleka

I do pracy. Choć w różnych przepisach naczytałam się o ucieraniu tłuszczu z cukrem i potem dodawaniu produktów sypkich, wolę metodę najprostszą – wszystko do miski i do roboty. Świetne ćwiczenie na mięśnie rąk! Poza tym, ważny jest dla mnie bliski kontakt ze składnikami – to moje ciastka, nie powinnam się więc bać dotyku surowych jajek i margaryny! Ta filozofia nie jest już taka prosta w przypadku surowego mięsa, którego dotyk wciąż nie jest dla mnie sprawą prostą. No ale nie od razu Rzym zbudowano.

Jak już ciasto gotowe, to na blaszce wykładamy papier do pieczenia (ja miałam tylko folię aluminiową) i zabieramy się do pracy: formujemy małe kulki, które potem rozpłaszczamy na ich miejscu przeznaczenia. Gdy ciasto jest zbyt klejące, dodaję trochę więcej mąki – gdy zbyt suche, dolewam odrobinę mleka. Teoretycnie ciasteczka powinno się piec w temperaturze 175 stopni jakiś kwadrans, ale ja nigdy nie mam zaufania i zostawiam je w piekarniku dłużej, aż się ładnie ozłocą i będą chrupiące. Podobno można też zrobić takie miękkie ciasteczka owsiane, które kiedyś jadłam (kupne, z cytrynowym aromatem, były super), ale jednak wolę jak chrupią przy jedzeniu. A teraz szykujemy się spać, cudowny aromat roznosi się w całym mieszkaniu. A rano, gdy przez okno wpadać będą promienie sierpniowego słońca, usiądę ze szklanką ciepłego mleka i będę chrupała!

DSCF4214